We all live in mellow submarine.
Co robić gdy morze zwariowało, molo w Sopocie zamknięte do odwołania, reprezentacja piłki kopanej za chwilę zakończy nokturn c-moll zwany eliminacjami do mistrzostw, a do kolejnego Dr House-a jeszcze tyle godzin? Pod latarnią najciemniej, za lodówką najcieplej, a pod wodą najspokojniej. Zatem zatykamy nosy, przedmuchujemy uszy, czas na pełne zanurzenie.

Najlepsze kasztany są na Placu Pigalle (swoją drogą zamiłowanie do najstarszego zawodu świata w polskim kinie to temat na osobną notkę), najlepsze łodzie podwodne robią w Wielkiej Brytanii, a najlepszymi konstruktorami byli Beatlesi.
22 czerwca 1966 roku suchy dok przy Abbey Road w Londynie opuściła Żółta Łódź Podwodna. Została skonstruowana metodą Bolka i Lolka, którzy jak mam nadzieję wszyscy dobrze pamiętamy, wchodzili do szopy, odbywali niewidoczne dla widza praktyki, po czym wyjeżdżali samochodem sportowym czy innym równie radosnym statkiem kosmicznym.
Konstruktorzy ŻŁP nie słyszeli bo nie mogli słyszeć o Adamie Słodowym, lecz nie przeszkodziło im to w stworzeniu audiosfery właściwej dla miejsca zamieszkania kilkudziesięciu (kilkuset?) spoconych mężczyzn kilkadziesiąt (kilkaset?) metrów pod powierzchnią wody. Wykorzystali do tego łańcuchy, podkładki do stepowania, gwizdki, syreny, wannę wypełnioną wodą, w której John Lennon robił słynne bul bul bul oraz wiele innych nowatorskich instrumentów muzycznych. W warstwie lirycznej… tekst piosenki jest tak radosny i beztroski, że pozwolę sobie na pominięcie jego analizy.

Piosenka wydana 5 sierpnia zdobyła tytuł najlepiej sprzedającego się singla w Wielkiej Brytanii 1966 roku. W Stanach Zjednoczonych w 4 tygodnie sprzedano 1 mln 200 tysięcy egzemplarzy i z pewnością to nie byłoby ostatnie słowo amerykańskich konsumentów, gdyby nie wcześniejsze odważne stwierdzenie Mistrza Bul Bul „We’re more popular than Jesus now”, wyciągnięte przez media w trakcie tournee.
2 lata później powstał film animowany, prawdę mówiąc równie infantylny jak piosenka. Co ciekawe doczeka się remake-u, nad którym pracuje Robert Zemeckis, facet który wymyślił Powrót do przyszłości, Forresta Gumpa i Petera Jacksona. Wygląda na to, że w ten sposób sam powróci do przeszłości, albowiem na egzaminach wstępnych do Szkoły Filmowej Uniwersytetu Południowej Kalifornii przygotował esej i klip właśnie o Beatlesach.
Do korzeni wracają też inni brytyjscy konstruktorzy dźwięków z głębin. To lenie i mają czelność być z tego dumni. Do nagrania debiutanckiej płyty zagoniła ich Nenneh Cherry, dla której skomponowali wcześniej Manchild. Gdyby nie ona, być może nigdy nie zanurzylibyśmy się w Unfinished Sympathy (a Verve nie miałoby z czego zerżnąć Bitter Sweet Symphony) czy innych genialnych numerach z pierwszej płyty Massive Attack – Blue Lines.
Przy Massive Attack kręcił się niejaki Tricky, a Trickiego kręciła śliczna Martina Topley-Bird. Tricky z uporem maniaka zamieniał w nią swoją diabelską facjatę.
Obiboki z Massive Attack 7 lat kazali czekać na nowe nagrania. Czy można im wybaczyć? Tak, ponieważ wreszcie wpadli na pomysł zaproszenia Martiny na pokład swojej atomowej łodzi podwodnej. Zatykam nos, przedmuchuję uszy, bul bul bul…
